zapytał “co fotografuje, przecież jeszcze nie przyszli?”.
ale jak przyszli też fotografowałem.
a teraz jestem “purchawka”.
nie wiem dlaczego posługuję się językiem którego jeszcze nie rozumiem.
wielu rzeczy nie wiem po co.
nie zależało mi na poziomie. chciałem pion.
z pełną swiadomością robiłbym zdjęcia dla nikogo. z wyboru robię dla KOGOŚ.
Márta Mészáros, mówiła o jej filmach, o Ameryce, o młodych reżyserach, o kryzysie w filmie a raczej o kryzysie w samych ludziach, o jej związku z Polską, o wnukach, o hotelu w którym mieszka, o festiwalu, a ja jej zrobiłem zdjęcie. nie że musiałem, chciałem. 
Było duszno, dużo ludzi, jakieś gwiazdy, rozgwiazdy, nie wiadomo kto. Ja siedziałem w pierwszym rzędzie, szyja bolała, film nie miał nic wspólnego z Terminatorem, a na horyzoncie Roman z Pawłem.

na zaraz po weekendzie poczułem zapach oslo.
jeszcze przed nocą zjadłem pesto.
przez D.
goście. marta. spędziliśmy wieczór przy lampionach. odkryła że drzwi przy pomocy nogi otwierają się lepiej. miała plastikowego bodyguarda. problemy z wodą. nie przypuszczała, że mogę mieć pęsetę. przy jajecznicy pojawiła się w porze obiadu. zauważyła niezauważalnego. obiad przygotowany przez D. zjadła ze smakiem. przy tym Halin powiedział, spoglądając przez okno, że co by nie mówić to wolę pogodę od deszczu. zuch.
dziś się nie rozczarowałem. dziś słońce zajrzało.
